wtorek, 19 marca 2013

The Day That Never Comes... THE END.

Przepraszam...
Cause nothin' last forever - idealnie. Tak jak wszystko ułożyłam, prawie brak literówek. To opowiadanie było moim zdaniem świetne, ale... skończyło się.. Za szybko. Ktoś mnie namówił i.... the end... taki The Day That Never Comes czyli ślub Carly i Slasha; małe Slashątko i dopiero później śmierć rodziców, mały trafia do domu dziecka i... w wieku 17 lat popełnia samobójstwo. Nie wyszło. Przepraszam. Potoczyło się źle. Jeszcze gorsza pokraka - Sad But True...
Krótkie rozdziały, pełno literówek, mało opisów, wiele niewyjaśnionego. Nie wiem co się ze mną dzieje. To nie to co kiedyś. Totalna dupa.
And She's Buying a Stairway To Heaven - powiem, że rękopisy miałam udane... zgubiłam, nie pamiętam. Chuj by to...

+Margaret Mustaine posiadaczka bloga postanowiła zapożyczyć ode mnie fabułę Sad But True i będzie pisać moje opowiadanie tylko lepiej i fajniej. Ja kończę swoją działalność na tym blogu. Będę teraz pomagać  jej więc tak całkowicie nie znikam, a przypominam, że inne blogi też mam :)
Zapraszam do Margaret na opowiadanie THE DAY THAT NEVER COMES, a już wkrótce SAD  BUT TRUE.

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 21

Następnego dnia rano obudził ich dzwonek do drzwi.
- Dave idź otworz. - przysunęła się bliżej niego. On coś mruknął pod nosem. - Davy no.
- Mamo jestem trzeźwy. Na imprezie nie było narkotyków. - schował się pod kołdrę.
- Dawid idź kurwa otworz drzwi. - dźgnęła go w plecy. - Dawidku proszę cię.
- Nie. - przekręcił się do niej plecami.
- Dawidziu.
- Nie.
- Dawiduniu, Dawidunieczeczeczku mój przenajsłodszy cukiereczku. - pogładziła go po włosach.
- JESTEM KURWA DEJF! - wrzasnął i wstał. Ktoś się niecierpliwił. Zadzwonił dzwonkim drugi raz. Dave zszedł na dół po schodach i otworzył drzwi. Za nimi stali państwo po 40.-stce. To musieli być rodzice Rocky.
- Daniel, obudziliśmy was?- zapytała ta pani. Chłopak chwilę zastanawiał się o co jej chodzi. Po chwili przypomniał sobie, że Rocky jest polką, a jej rodzice nie mówią po angielsku.
- Daaa....wid. - poprawił ją. - Nie. Właższnie mieliżmy wstawać - podrapał się po nadgarstku i wpuścił ich do środka. Rocky zeszła na dół w bluzce Dave'a z logiem ich zespołu i swoich krótkich spodenkach do spania.
- Co tak wcześnie? - przywitała się z rodzcami.
- Dziecko przecież południe jest. - jej mama pokręciła głową.
- Racja. - ziewnęła i oparła się plecami o klatę rudzieca. Przytulił ją do siebie. Jej "oparcie" prawie spało na stojąco. Pociągnęła go za rękę na górę rzucając krótkie zaraz przyjdziemy. Dave wzią swoje ciuchy i zamknął się w łazience. Spojrzał w lustro. Pomyślał - Ja pierdole wyglądam jak rudy Einstein. Włosy mi sterczą we wszystkie strony. Szybko się ogarnął. Wtargnęła tam miętowowłosa i wypchnęła go za drzwi rzucając mu grzebień. Westchnął i odczekał 3 minuty. Bezproblemowo przeniknął przez zamknięte drzwi. Przytulił od tyłu dziewczynę i zaczął delikatnie rozczesywać jej włosy.
- Rudy chuju. Miałeś tu nie włazić. - westchnęła. - Chwila... Jak ty tu wlazłeś? Zamknęłam drzwi na klucz. - zrobiła wielkie oczy.
- Ave Satan. - mruknął pod nosem i przeszedł przez ścianę do sypialni. Po chwili wrócił. Też przez ścianę.
- Głupek. - machnęła ręką i zabrała się za szorowanie zębów. Dave rozpłynął się w powietrzu. Została po nim czerwona mgła...

***

Pisane kursywą - po polsku.

Bonus:
Kirk nie wolno pluć bo za kare nie będzie komisków!.xd(Niko i domowe przedszkole.xd) Się zastanawiam czym oni plują...

środa, 6 marca 2013

Rozdział 20

Pocałowała go w nosek, a on zaczął się coraz bardziej szarpać. Po kilku sekundach zamiast kotka miała fochniętego Dave'a na kolanach. Dziewczyna nie wierzyła własnym oczom.
- D-dave? - zapytała drżącym głosem i pomacała go ręką po twarzy. - gdzie ten kotek?
- Nie wiesz kurwa Bon Jovi. - przewrócił oczami.
- Ale gdzie to kociątko? - zmarszczyła brwi. Rudzielec miałknął jak kot i pstryknął palcami. Znów zamienił się w tamtego małego słodkiego kociaczka. Wszedł jej pod bluzkę i głośno mruczał. - Dave. - warknęła. On nie zareagował. Dalej ocierał sie o jej brzuch. - Dave! - krzyknęła.
- Mau? - kociak wystawił głowę przez dekold t-shirtu z AC/DC.
- Dave pchlarzu wyłaź stąd! - wkurwiła się. On nadal robił swoje. Pocałowała go w mały, różowiutki, wilgotny nosek. Wrócił do swojego pierwotnego wyglądu przy okazji rozrywając ulubioną bluzkę dziewczyny.
- Masz ciepłe cycki. - zaśmiał się i zaczął całować ją po szyi.
- Ty myślisz tylko o jednym. Złaź z moich kolan bo lekki ty nie jesteś. - odepchnęła go od siebie. Zszedł z niej i wziął ją kolana.
- Myślę o różnych rzeczach, ale dzisiaj mam urodziny. - wyszczerzył się.
- I myślisz, że dam ci sie przelecieć z tej okazji? - fuknęła.
- No ale ja cie jeszcze nigdy nie przeleciałem. Nawet jak byliśmy razem. - zrobił słodkie oczy.
- Przelecieć to się możesz samolotem. Kupić ci bilet? - próbowała go od siebie odczepić. Niestety on był silniejszy.
- A może posuwać? - poruszył brwiami.
- Posuwać mówisz? - uśmiechnęła się szyderczo.
- Mhmmm - mruknął.
- Zobacz Dave, tam jest szafa. Idź ją przesunąć. - rozczochrała mu włosy.
- Nie tak kurwa... Nie wiem... Dymać, pierdolić się, jebać, rżnąć, ruchać. No Rocky no. - westchnął bezsilnie.
- Wszystko w swoim czasie. - pokazała mu język.
- Czyli nigdy. - burknął, dał jej swoją bluzkę i wlazł pod kołdrę. Miętowowłosa uśmiechała się pod nosem. Chciała się jeszcze z nim podroczyć. Miziała go chwilę palcem po plecach.
- Davy? - pociągnęła go lekko za włosy.
m - Co chcesz? - odezwał się pół śpiący.
- Mam ochote na loda. - mruknęła. Dave w tempie ekspresowym odwrócił się do niej przodem, przyciągnął do siebie i popatrzył w jej oczy.
- Naprawde? - uśmiechnął się.
- Są truskawkowe w lodówce. Przyniesiesz mi? - pstryknęła go w nos i się zaśmiała. Dave wywrócił oczami i wrócił na swoją połowę. Schował się pod kołdrę. Rocky strzeliła mu z gumki od bokserek i znowu zaczęła się śmiać. Rudy coś tam burczał pod nosem i próbobwał usnąć.

bonus:

wtorek, 5 marca 2013

Rozdział 19

Usłyszała trzask drzwi wejściowych. Zwlokła się z łóżka, wsunęła nogi w kapcie-króliczki i popędziła na dół. Pozapalała światła i zaczęła szukać rudzielca. Nie było po nim śladu. Ubrania i buty też gdzieś zniknęły. Zostawił telefon na blacie w kuchni. Wzięła go do ręki. Miał blokadę. Ale Rocky jak to Rocky, już chyba pracowała w każdej możliwej londyńskiej firmie. Podczas pracy w Apple'u nauczyła się wielu ciekawych trików z telefonami i laptopami. Zanim użyła tego tajnego skrótu chciała coś sprawdzić. Wstukała datę kiedy się poznali. Zadziałało. Najpierw weszła w galerię. Same fotki jakiś kotów, Marty'ego i Nicka z debilnymi minami oraz kilka jej zdjęć. Później przejrzała kontakty. Wszystkich prywatnych znała, kilka wytwórni i jakiś menagerów. Luz. Narazie nie widać żadnych kobiet. A jednak... "Maddie". Kto to jest do cholery Maddie? Pewnie jego osobista dziwka. - pomyślała i przeszła do sekcji SMS'ów. Najpierw sprawdziła kim jest ta Maddie. "Zdałam ;p", "Marty gdzieś zniknął. Jak zwykle" i tym podobne. Nic jej to nie mówiło. Przeglądała dalej. Z Larsem miał prawie same wyzwiska od chujów i skurwieli. Czy jemu nie szkoda na to kasy? Miał tam jakiś odebrany plik. Trwał on pół godziny. Przesłuchała cały. Rozmowa Jamesa z Davem. Lars pewnie stał pod drzwiami i bezczelnie podsłuchiwał nagrywając. Wszystko było o niej. Aż do oczu napłynęły jej łzy. To wszystko było takie prawdziwe. Słowa Dave'a były szczere. Prosto z serca. Musiał być bardzo pijany bo strasznie bełkotał, ale wtedy był najbardziej szczery. Mimo to Rocky dokładnie rozumiała jego słowo. Z każdym słowem coraz bardziej ściskało ją w gardle. Jak ona mogła go od tak rzucić? Jak śmiecia, nic nie wartego śmiecia. Wybiła północ. Przyszedł SMS. Rocky przeczytała go. "Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin wujku ;*" od Maddie. Miętowowłosa zaczęła się głęboko zastanawiać kim jest ta tajemnicza kobieta. Po 2 minutach zastanawiania się była w 100% pewna, że to młodsza siostra Nicka. Dave traktował ją jak własną córkę. Czyli nadal dotrzymywał tego co jej kiedyś powiedział, choć to było już nieaktualne bo nie byli razem. W tym momencie do kuchni wszedł on. Rocky upuściła jego iphone'a.
- Miałem o tobie inne zdanie. Wścibska kurwa. -warknął i podniósł telefon z kafelków.
- Ale Dave. - pobladła.
- Ja twojego telefonu bezczelnie nie przeglądam. - warknął. Poszedł do przedpokoju po gitarę i wrócił do sypialni. Wyjął wiosło z pokrowca, w którym było też pełno ubrań. Brzdąkał jakieś riffy. Był wkurwiony na miętowowłosą. Pękła mu struna. - Nosz kurwa by to. - zasyczał i wyjął pękniętą strunę z gitary. Do pokoju weszła dziewczyna.
- Dave... - odezwała się cicho ze skruchą.
- Nie ma Dave. Radź sobie kurwa sama. Jutro mnie tu nie będzie. - posłał jej mordercze spojrzenie. - Za dużo kurwa wiesz. Zawiodłem się kurwa na tobie.
- Davy kochanie. Przepraszam. - podeszłą do niego.
- Pierdol się dziwko. I tak już zdecydowanie za dużo wiesz. - odepchnął ją od siebie. Z jej oczu popłynęły łzy. Rudy to zignorował. Wyszedł z pokoju. Rocky rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać. Po jakimś czasie usłyszała drapanie w drzwi od pokoju. Otworzyła je. Stało tam malutkie rude wystraszone kociątko. Wzięła je do siebie. Wyglądało na wygłodzone. Otarła łzy, wzięła kociaczka na dół do kuchni, postawiła na blacie i nalała mu mleka w spodeczek. Dała mu też trochę kociej karmy. Nie chciał jej jeść, ale plasterkiem szynki nie pogardził. Kiedy się już najadł wróciła z nim na górę. Znów położyła się na łóżku. Tym razem tuląc małego futrzaka. Mówiła do niego i żaliła się mu jaki siaki i owaki jest pan Mustaine. Uniosła kotka do góry i popatrzyła w jego piękne małe ślepka. Były piwne - jak u Dave'a. Pocałowała go w nosek, a on....

Dowiecie się w 20 rozdziale :3
Bonus:




niedziela, 3 marca 2013

Brzydkie Kaczątko Namber For

Dobranoc (w sensie nocnego cześć.xd) diabełki. Znam czwarte brzydkie kaczątko które wyrosło na zajebiście ładnego faceta. Namer łan - Axl Rose, Namber Tu - Duff McKagan, Namber Fri - Kirk Hammett, end

Werbel i dziwna muzyczka

Dejf Mustejn! (czyli w sumie ja... Czyli... Niko będzie bardziej ładna od teraz :3 bo taka bardzo brzydka nie jest... Czyżby narcyzm? Nieee... Po prostu mam zielone oczy bluzki z zespołami zajebistego kota i glany. Co ma kot do wyglądu? NIE MAM DEJFOSKIEGO SZATAŃSKIEGO POJĘCIA.)

Dobra, macie zdjęcie małej rudej małpy:


Upss.. To nie to.


TADAM!!

Rozdzał 18

Poszli do salonu spożyć posiłek przygotowany przez Dave'a. Rocky zjadła pół i popatrzyła na rudego maślanymi oczkami.
- No o co ci chodzi? - uśmiechnął się.
- Ja już nie mogę. - westchnęła. - zjesz? - szeroko uśmiechnęła się.
- Ja kurwa kiedyś będę gruby przez to twoje "zjesz?" - pokręcił głową i zjadł po niej.

***

Było już dosyć późno. Rocky była bardzo zmęczona. Teraz marzyła tylko o długim gorącym prysznicu. Wzięła piżamę i ręcznik. Poszła do łazienki, rozebrała się i weszła pod gorącą wodę. Kilkanaście minut później jak już miała wychodzić poczuła zimne ręce na jej ramieniach. Pobladła. Myslała, że to jakiś morderca.Ktoś zaczął składać pocałunki na jej szyi w dość specyficzny dla siebie sposób. Zobaczyła rudą czuprynę która właziła jej na twarz.
- Dave przestań. - Odepchnęła go od siebie. Obkręcił ją przodem do siebie i dalej całował. - Dave, jestem naga. - westchnęła.
- Jak mi ściągniesz bokserki to ja też będę nagi. - uśmiechnął się łobuzersko. Miętowowłosa prychnęła na niego i obkręciła się ręcznikiem. Odkręciła lodowatą wodę. Dave wydarł się i szybko wyskoczył spod prysznica. Poślizgnął się na mydle i wpadł do wanny. Rocky się z niego śmiała.
- No co? Nie lubisz jak bawię się w akrobatę? - wygramolił się z wanny i wyszczerzył dwa szeregi białych zębów.
- Czemu wpierdalasz mi się pod prysznic? - przewróciła oczami.
- Zawsze tak robiłem i zawsze tak będę robić. - rozczochrał jej włosy i wyszedł.  Rocky szybko się wytarła i ubrała. Poszła do sypialni. Zastanawiała się nad czymś i patrzyła przez okno. Przyatakował ją rudzielec i przeniósł na łózko.
- Zabieraj te obślizgłe łapy. - warknęła i weszła pod kołdrę. Dave położył się koło niej i przysunął ją blisko siebie obejmując rękoma. - Dave, przestaniesz?
- Ale, że co? - udawał, że nie wie o co chodzi.
- Ty cały czas musisz się tak do mnie miziać? Ty czujesz jeszcze coś do mnie? Dave, przecież z nami koniec. - znów warknęła na niego. Chłopak nic nie odpowiedział. Wstał i wyszedł z pokoju...

+++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++++++++

Przepraszam, że taki chujowy i krótki, ale nie mam dzisiaj na to siły.
Bonus: (chyba już było, ale nie jestem pewna)


sobota, 2 marca 2013

O joj :c

Wiecie co.. Ostro się zamotałam. Dzisiaj w nosy napiszę rozdział. Obiecuję.
Mam dla was taki fajny link:

http://xxangryxxagain.blogspot.com/